czwartek, 20 czerwca 2019

WPROWADZENIE

WPROWADZENIE
Gdzieś na końcu wszechświata.



Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.*


          Należy zaznaczyć, iż nazwy ogólne rzeczy, zdarzeń lub istot wymienione w niniejszym zbiorze opowiadań przetłumaczone zostały na słowa istniejące już w języku polskim, które najbardziej przypominają wyglądem, zachowaniem, lub zastosowaniem te z Hallitaru. Gdyby jednak któryś z hallitarian znalazł się jakimś sposobem na naszej planecie, z pewnością wypowiadałby się o napotkanych przez siebie rzeczach, zdarzeniach lub istotach w ten sam sposób, jedynie odnosząc się do nazw, do których przywykł na Hallitarze.

     Czas na tej planecie płynie troszeczkę inaczej niż na Ziemi. Choć gdyby ktoś z nas się tam wybrał, z pewnością nie odczułby szczególnie dużej różnicy. Zwłaszcza, że musiałby przedtem przebyć wiele tysięcy lat świetlnych, a więc niewątpliwie miałby czas, aby zatęsknić za klimatem swojej planety. Hallitar byłby wprawdzie najbardziej odpowiadającym klimatowi Ziemi spośród wszystkich planet w całym wszechświecie. Jest on niewiele większy od ziemskiego Księżyca, wiruje razem z innymi planetami wokół gwiazdy, znajdującej się w centrum układu planetarnego, (od której pochodzi również nazwa całej galaktyki – Valkirian) ma dwie własne naturalne satelity (które nazywać będę odtąd księżycami) – Rogh i Rhilion. Jest bogaty w rzeki, jeziora, stawy, a także oceany wypełnione słoną wodą. Rośnie na nim mnóstwo drzew i zielonych roślin, produkujących gaz, dzięki któremu stworzenia materialne mogą oddychać. Choć Hallitar zdaje się być małą, niepozorną planetką - technologicznie i cywilizacyjnie jest od Ziemi znacznie bardziej rozwinięty.

Żyją na nim w większości istoty, które wyglądają i zachowują się, jak ludzie, oraz te mniejsze stworzenia, które sami hallitarianie nazywają zwierzętami. Jest to, jednak świat złożony z kilku sfer, w tym materialnej i duchowej. Ludzie i zwierzęta żyją w tej pierwszej, jednak są stworzeniami posiadającymi w sobie cząsteczki duchowe, dzięki czemu (albo przez co) stworzenia duchowe mogą mieć do nich dostęp. Stworzeniami duchowymi są Serafowie i Tarachici, zwani potocznie aniołami i demonami. Nazwy takie nadali im hallitarianie w dawnych czasach po to tylko, aby jakoś na nich mówić. Nie wszyscy ludzie mają zdolność do widzenia tychże stworzeń, a jeszcze mniejsza ilość zna ich historię czy naturę, dlatego potoczne nazwy, których używają częściej niewiele o nich mówią. Słowa tłumaczone na nasze "anioły" oznaczają po prostu stworzenia światła, a "demony" stworzenia ciemności. Ich prawdziwe nazwy oddają znacznie więcej, ale nie jest to miejsce na takie opisy. Mam wielką nadzieję, że ci z Was, którzy postanowią zagłębić się w tę historię, w końcu odnajdą odpowiedzi na własne pytania.

Rodzina Królewska - bo o niej też trzeba koniecznie powiedzieć kilka słów - według legendy składa się z czterech osób; Króla Shafera, Królowej Atmy, Księcia Isy i Księżniczki Venn. Ciężko jest wytłumaczyć, kim, albo raczej czym tak naprawdę są. Ruch Medalionów wierzy i wyznaje, iż Król Shafer przybył dawno, dawno temu na kamiennego karła, którym wówczas był Hallitar i przemienił go w planetę zdatną do życia, a następnie wypełnił ją zwierzętami i zaludnił. Później doszło do buntów i rozłamów między poddanymi a Królem, ale niewielu zna prawdę. W każdym razie stąd rzekomo miało się wziąć całe dobro i całe zło, których od wieków doświadczali hallitarianie. Można by ich pewnie nazwać celestianami, niebiańskimi stworzeniami o ogromnej mocy i sile tworzenia, zaginania czasu i przestrzeni. Starożytni Grecy i Rzymianie z pewnością mówili by o nich bogowie.

    Zastanawiacie się teraz pewnie, dlaczego w ogóle opowiadam o jakiejś odległej planecie, na drugim końcu wszechświata, o której nikt nigdy nie słyszał i która prawdopodobnie wcale nie istnieje? Ku... inspiracji. Ku pocieszeniu, radości i ekscytacji. Nie wiem, czy którykolwiek z tych celów uda mi się osiągnąć, ale mam nadzieję.

    Czasami ciężko jest zauważyć we własnym życiu potwory, a jeszcze trudniej odnaleźć w nim swoich strażników i bohaterów. Nieprawdopodobna liczba ludzi w naszym świecie boi się samotności, jednocześnie czując, że nie ma nikogo obok, komu mogłaby zaufać. Tak wiele osób jest przekonana, że nic nie może. Że nikt nigdy nie będzie w stanie ich pokochać za to, jacy są, bo urodzili się nie po to, by byli kochani, ale może ewentualnie użyteczni, albo w ogóle bez żadnego celu. Cierpiący z powodu chorób i przeróżnych uszczerbków na zdrowiu nie wierzą, że kiedykolwiek mogliby być zdrowi, a ich cierpienie musi być na nich przez kogoś zrzucone, bo przecież oni sobie na to nie zasłużyli. Najmniejsza niedoskonałość na ciele potrafi nieustannie topić człowieka w oceanie kompleksów i nienawiści do samego siebie.

    My, ludzie żyjemy na naszej planecie, Ziemi z przeświadczeniem, że gdyby nas nie było, to tak naprawdę niewiele by się zmieniło. Świat nie przestałby się kręcić wokół własnej osi, inni daliby sobie radę bez nas, a głos jednostki wcale niewiele znaczy w skali świata. To nie prawda. Każdy z nas ma niewyobrażalny wpływ na świat. Nie mam na myśli dbania o środowisko, choć i to jest wysoce istotne. Ty z całym swoim światem masz ogromny wpływ na drugiego człowieka i świat, który w sobie tworzy. Możesz być jego bohaterem i wyrwać go z najczarniejszej otchłani jego własnego myślenia, otworzyć jego oczy i pokazać, jak wiele jest wart i ile może jeszcze zrobić.

    Możesz zmienić świat, bo każdy tworzy w sobie jakiś świat. Nie ważne, czy ktoś hoduje w sobie piękny ogród, czy błądzi po suchej pustyni bez kropli wody. Możesz być wojownikiem i niszczyć potwory, które męczą jednych, więżą innych i sieją ziarno kłamstwa w sercach cennych ludzi.

    Możesz leżeć związany i wrzucony w ciemny kąt, kreowanego przez siebie świata i już nigdy się z niego nie wydostać. Albo możesz wyciągnąć dłoń, założyć sobie na szyję medalion, który kiedyś dostałeś w darze i stać się bohaterem dla innych.

   Medaliony na Hallitarze darowane są każdemu, ale nie wszyscy chcą je przyjąć. Wielu ludzi nie wierzy wcale, by takie naszyjniki miały jakąkolwiek siłę, a prawda jest taka, że prawdziwa moc rozbudza się w ludziach dopiero, kiedy uwierzą i zaczną dbać o swój skarb. Dopiero wtedy okazuje się, że w rzeczywistości nie chodzi wcale o błyskotki, ale o ludzi – to oni stają się Medalionami.

   Chcę za pomocą tej opowieści zbudować właśnie taki świat - gdzie prawdziwym bogactwem nie są kamienie szlachetne, niosące ze sobą jakieś magiczne moce, ale realni ludzie, którzy są świadomi, jak cenny skarb noszą w sercu i dbają o niego, pomnażają go i dzielą się nim z innymi. Przede wszystkim chcę nieść nadzieję i światło. Bo wbrew pozorom wydarzenia, o których przeczytacie nie będą tak oderwane od rzeczywistości, jak mogą się czasami wydawać.

_________________

* Biblia - Ewangelia wg św. Jana 8;12

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz