Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.*
Należy zaznaczyć,
iż nazwy ogólne rzeczy, zdarzeń lub istot wymienione w niniejszym zbiorze
opowiadań przetłumaczone zostały na słowa istniejące już w języku polskim,
które najbardziej przypominają wyglądem, zachowaniem, lub zastosowaniem te z
Hallitaru. Gdyby jednak któryś z hallitarian znalazł się jakimś sposobem na
naszej planecie, z pewnością wypowiadałby się o napotkanych przez siebie rzeczach,
zdarzeniach lub istotach w ten sam sposób, jedynie odnosząc się do nazw, do
których przywykł na Hallitarze.
Czas na tej planecie płynie troszeczkę inaczej
niż na Ziemi. Choć gdyby ktoś z nas się tam wybrał, z pewnością nie odczułby
szczególnie dużej różnicy. Zwłaszcza, że musiałby przedtem przebyć wiele
tysięcy lat świetlnych, a więc niewątpliwie miałby czas, aby zatęsknić za
klimatem swojej planety. Hallitar byłby wprawdzie najbardziej odpowiadającym
klimatowi Ziemi spośród wszystkich planet w całym wszechświecie. Jest on
niewiele większy od ziemskiego Księżyca, wiruje razem z innymi planetami wokół
gwiazdy, znajdującej się w centrum układu planetarnego, (od której pochodzi
również nazwa całej galaktyki – Valkirian) ma dwie własne naturalne satelity
(które nazywać będę odtąd księżycami) – Rogh i Rhilion. Jest bogaty w rzeki,
jeziora, stawy, a także oceany wypełnione słoną wodą. Rośnie na nim mnóstwo
drzew i zielonych roślin, produkujących gaz, dzięki któremu stworzenia
materialne mogą oddychać. Choć Hallitar zdaje się być małą, niepozorną planetką
- technologicznie i cywilizacyjnie jest od Ziemi znacznie bardziej rozwinięty.
Żyją na nim w większości istoty, które wyglądają i zachowują się,
jak ludzie, oraz te mniejsze stworzenia, które sami hallitarianie
nazywają zwierzętami. Jest to, jednak świat złożony z kilku sfer, w
tym materialnej i duchowej. Ludzie i zwierzęta żyją w tej pierwszej, jednak są
stworzeniami posiadającymi w sobie cząsteczki duchowe, dzięki czemu (albo przez
co) stworzenia duchowe mogą mieć do nich dostęp. Stworzeniami duchowymi są
Serafowie i Tarachici, zwani potocznie aniołami i demonami. Nazwy takie nadali
im hallitarianie w dawnych czasach po to tylko, aby jakoś na
nich mówić. Nie wszyscy ludzie mają zdolność do widzenia tychże stworzeń, a
jeszcze mniejsza ilość zna ich historię czy naturę, dlatego potoczne nazwy,
których używają częściej niewiele o nich mówią. Słowa tłumaczone na nasze
"anioły" oznaczają po prostu stworzenia światła, a "demony"
stworzenia ciemności. Ich prawdziwe nazwy oddają znacznie więcej, ale nie jest
to miejsce na takie opisy. Mam wielką nadzieję, że ci z Was, którzy postanowią
zagłębić się w tę historię, w końcu odnajdą odpowiedzi na własne pytania.
Rodzina Królewska - bo o niej też trzeba koniecznie powiedzieć
kilka słów - według legendy składa się z czterech osób; Króla
Shafera, Królowej Atmy, Księcia Isy i Księżniczki Venn. Ciężko jest
wytłumaczyć, kim, albo raczej czym tak naprawdę są. Ruch
Medalionów wierzy i wyznaje, iż Król Shafer przybył dawno, dawno temu na
kamiennego karła, którym wówczas był Hallitar i przemienił go w planetę zdatną
do życia, a następnie wypełnił ją zwierzętami i zaludnił. Później doszło do
buntów i rozłamów między poddanymi a Królem, ale niewielu zna prawdę. W każdym
razie stąd rzekomo miało się wziąć całe dobro i całe zło, których od wieków
doświadczali hallitarianie. Można by ich pewnie nazwać celestianami,
niebiańskimi stworzeniami o ogromnej mocy i sile tworzenia, zaginania czasu i
przestrzeni. Starożytni Grecy i Rzymianie z pewnością mówili by o nich bogowie.
Zastanawiacie się teraz pewnie, dlaczego w ogóle
opowiadam o jakiejś odległej planecie, na drugim końcu wszechświata, o której
nikt nigdy nie słyszał i która prawdopodobnie wcale nie istnieje? Ku...
inspiracji. Ku pocieszeniu, radości i ekscytacji. Nie wiem, czy którykolwiek z
tych celów uda mi się osiągnąć, ale mam nadzieję.
Czasami ciężko jest zauważyć we własnym życiu
potwory, a jeszcze trudniej odnaleźć w nim swoich strażników i bohaterów.
Nieprawdopodobna liczba ludzi w naszym świecie boi się samotności, jednocześnie
czując, że nie ma nikogo obok, komu mogłaby zaufać. Tak wiele osób jest
przekonana, że nic nie może. Że nikt nigdy nie będzie w stanie ich pokochać za
to, jacy są, bo urodzili się nie po to, by byli kochani, ale może ewentualnie
użyteczni, albo w ogóle bez żadnego celu. Cierpiący z powodu chorób i
przeróżnych uszczerbków na zdrowiu nie wierzą, że kiedykolwiek mogliby być
zdrowi, a ich cierpienie musi być na nich przez kogoś zrzucone, bo przecież oni
sobie na to nie zasłużyli. Najmniejsza niedoskonałość na ciele potrafi
nieustannie topić człowieka w oceanie kompleksów i nienawiści do samego siebie.
My, ludzie żyjemy na naszej planecie, Ziemi z
przeświadczeniem, że gdyby nas nie było, to tak naprawdę niewiele by się
zmieniło. Świat nie przestałby się kręcić wokół własnej osi, inni daliby sobie
radę bez nas, a głos jednostki wcale niewiele znaczy w skali świata. To nie
prawda. Każdy z nas ma niewyobrażalny wpływ na świat. Nie mam na myśli dbania o
środowisko, choć i to jest wysoce istotne. Ty z całym swoim
światem masz ogromny wpływ na drugiego człowieka i świat, który w sobie tworzy.
Możesz być jego bohaterem i wyrwać go z najczarniejszej otchłani jego własnego
myślenia, otworzyć jego oczy i pokazać, jak wiele jest wart i ile może jeszcze
zrobić.
Możesz zmienić świat, bo każdy tworzy w sobie jakiś
świat. Nie ważne, czy ktoś hoduje w sobie piękny ogród, czy błądzi po suchej
pustyni bez kropli wody. Możesz być wojownikiem i niszczyć potwory, które męczą
jednych, więżą innych i sieją ziarno kłamstwa w sercach cennych ludzi.
Możesz leżeć związany i wrzucony w ciemny kąt,
kreowanego przez siebie świata i już nigdy się z niego nie wydostać. Albo
możesz wyciągnąć dłoń, założyć sobie na szyję medalion, który kiedyś dostałeś w
darze i stać się bohaterem dla innych.
Medaliony na Hallitarze darowane są każdemu, ale nie
wszyscy chcą je przyjąć. Wielu ludzi nie wierzy wcale, by takie naszyjniki
miały jakąkolwiek siłę, a prawda jest taka, że prawdziwa moc rozbudza się w
ludziach dopiero, kiedy uwierzą i zaczną dbać o swój skarb. Dopiero wtedy
okazuje się, że w rzeczywistości nie chodzi wcale o błyskotki, ale o ludzi – to
oni stają się Medalionami.
Chcę za pomocą tej opowieści zbudować właśnie taki
świat - gdzie prawdziwym bogactwem nie są kamienie szlachetne, niosące ze sobą
jakieś magiczne moce, ale realni ludzie, którzy są świadomi, jak cenny skarb
noszą w sercu i dbają o niego, pomnażają go i dzielą się nim z innymi. Przede
wszystkim chcę nieść nadzieję i światło. Bo wbrew pozorom wydarzenia, o których
przeczytacie nie będą tak oderwane od rzeczywistości, jak mogą się czasami
wydawać.
_________________
* Biblia - Ewangelia wg św. Jana 8;12
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz